Skasować czy nie skasować, oto jest pytanie.

Ostatnio coraz częściej zaczynam się zastanawiać czy pisząc o Kacprze, robię to jak najmniej inwazyjnie. Co prawda umieszczam w sieci tylko ułamek naszego, a w zasadzie mojego życia, ale nie pytam nikogo o zdanie, nie daję tekstu do autoryzacji. Mimo wszystko, pewnego pięknego dnia, On może do mnie przyjść i powiedzieć, że chce abym usunęła, to czy tamto, bo robię mu siarę w szkole.

Na profilu p. Doroty Zawadzkiej, przeczytałam pytanie jednej z mam, prowadzącej bloga. O jakie podobieństwo, pomyślałam. Z ciekawością przeczytałam cały wpis:

Z serii rodzice PYTAJĄ:
“Prowadzę bloga rodzicielskiego. Od kilku lat opisuję wzloty i upadki rodzicielstwa. Moje dzieci mają 8 i 3 latka. I po raz pierwszy moje starsze dziecko się zbuntowało.
– Nie pisz o mnie, nie wrzucaj moich zdjęć. Wczoraj Pani w szkole powiedziała mi, że wie jak pomagasz mi w lekcjach (tekst na blogu), a mama Oli (koleżanka) powiedziała, że rodzice nie powinni się przy mnie kłócić (tekst na blogu) i że nieładnie tak pisać o babci (tekst na blogu).
– Zostałam rozszyfrowana i nie chcę by inni wiedzieli co się u nas dzieje.
Dziecko poprosiło mnie bym skasowała wszystko co jej dotyczyło w przeszłości i bym o niej nic nigdy nie napisała.
Szkoda mi tego wszystkiego, ale co zrobić.
Miała któraś taki dylemat?”

źródło: FB Dorota Zawadzka

Ciekawe kiedy mój Kacper przyjdzie do mnie z taką prośbą, może wcale nie będzie musiał, ani chciał? W każdym bądź razie, po cichu zaczęłam się cieszyć, że na blogu nie toczę osobistych rozgrywek rodzinnych. Że nie przyszło mi do głowy, aby upubliczniać treści sprzeczek partnerskich i  tych w relacjach rodzice vos syn. Co prawda mogłoby być śmiesznie, baaa nawet mogłoby to przysporzyć czytelników, takie pranie brudów na wizji ma przecież wzięcie. Może powinnam… e nie dziękuję. Poza tym strona internetowa to jedno, a rodzina to drugie. Przyciskając krzyżyk w prawym górnym rogu, wychodzę do świata, w którym muszę żyć realnie i tworzyć prawdziwe relacje i więzi.

Po przeczytaniu wpisu wołającego o pomoc, zaczęłam się zastanawiać co ja bym zrobiła na miejscu tej kobiety. Czy skasowałabym zdjęcia, wpis, a może całego bloga? Pewnie żal by mi było wielu spisanych historii, poszłabym raczej w kierunku zamknięcia strony. Zaczęłabym od zachowanie niektórych treści dla siebie samej i dla dziecka, gdy będzie większe. Gdyby jednak tak bardzo brakowało mi pisania, to założyłabym coś bardziej anonimowego. Coś co sprawiałoby mi podobną frajdę, ale nie opierającego się na relacjach rodzinnych, przynajmniej nie w dosłownym przekazie.

Tylko co jeśli zostałabym rozszyfrowana? Zostałam kiedyś, nieraz jestem punktowana z tego co napisałam. Na razie nie w kwestii zażaleń i pretensji, ale raczej w kwestii humorystycznej, rozliczeniowej, że miałam coś zrobić, a efektów brak. Mistrzynią w tym jest moja mama, która o dziwo wchodzi i czyta. Co najzabawniejsze, do tej pory wypomina mi wpis: Zdradził . Chyba mi go do końca życia nie wybaczy, ale tak to się kończy jak ktoś czyta tylko do połowy =P. W każdym bądź razie to miejsce, to tylko chwilowa odskocznia, od realnego życia. Nie pamiętnik, bo taki pisze się raczej do szuflady, lub tworzy się bloga na hasło i pilnie się go strzeże. Dlatego wybierając między blogiem, a rodziną wybrałabym to drugie, z wiadomych względów. Poza tym, czy sama chciałabym się dowiedzieć ze strony internetowej, że jestem wredną małpą?

Czy moje dziecko tego chce? Podobno nie ważne jak piszą, ale ważne aby nazwiska nie przekręcali. Tylko, że świat dziecka rządzi się innymi prawami. Jest tyle sytuacji, które aż proszą się o opisanie, bo są zabawne dla nas, ale mogą rzutować na wizerunek najmłodszego, wśród jego rówieśników. Że dzieci nie czytają blogów? Ale ich rodzice robią to coraz częściej. Poza tym po co ciocia Zosia ma się denerwować, dowiadując się, że jest zwykłą wiedźmą tylko miotły jej brakuje, bo tak to na pewno odleciałaby na Łysą Górę? Tak sobie myślę, że dając coś do wglądu innym ludziom, powinniśmy to robić na tyle rozważnie, aby się potem tego nie wstydzić i ewentualnie na żywo również mieć na tyle odwagi, aby bronić swoich poglądów. Bo fajnie jest, jeśli ktoś nam przyklaśnie, że ta ciotka to jest faktycznie wredną jędzą, ale już stresująco się robi, gdy ta cioteczka przybiega do nas z wydrukowanym wpisem o niej samej. Nie ma tam danych? Nikt jej nie rozpozna? Owszem, ale niesmak pozostaje, bo Ona  wie o kim jest ten wpis i wie co na prawdę o niej myślisz. Pamięta też, że na ostatnich imieninach życzyłaś jej dużo zdrowia i chwaliłaś pyszne ciasto, które w poście nazwałaś parszywym zakalcem. I niby to ona jest tą złą skoro, prawdę niektórzy potrafią napisać tylko w internecie?

Mój mąż tego nie wie, ale mam problem bo… Byłam ostatnio na pewnym blogu żony i matki, w jednym poście żaliła się, że przeżyła tragedię o której wie tylko jej przyjaciółka, a ta najbliższa osoba, której de facto to dotyczyło, pozostała w nieświadomości. Właściwie nie wiem czemu, tak po prostu. Wpis jak wpis, rodem z prywatnego pamiętnika, bądź anonimowego bloga. Szkopuł w tym wszystkim był taki, że na blogu widniało zdjęcie tej kobiety, a ona sama linkowała do tego wpisu z prywatnego profilu na facebooku. I co z tego? Wolno jej, jasne. Tylko ja nie wiem jak ja bym się czuła na miejscu tego męża, gdyby o ich wspólnej tragedii powiadomił mnie jakiś znajomy, który przeczytał wpis, a nie własna żona. Skoro nie chciała mu mówić, mogła to napisać anonimowo. A może to czysto marketingowy wpis. Nie mnie to oceniać. Tylko zastanawiam się co kieruje ludźmi, którzy całe swoje życie i sekrety przenoszą do internetu, a potem dziwią się że wszyscy się o tym dowiadują. Dziwie się też, że ta kobieta poinformowała o swojej tragedii pół Polski, ale mężowi nie powiedziała bo… chciała mieć tajemnicę o której wiedzą wszyscy tylko nie jej partner?

Dziwne i niepojęte to dla mnie.

725 total views, 2 views today

(Visited 1 times, 1 visits today)

Anna

Jestem 27 letnią mamą ośmiolatka, od niedawna również żoną. Na co dzień pracuję na etacie, a w wolnym czasie prowadzę bloga i biegam, gdy czas i pogoda pozwalają. Uwielbiam ciszę i spokój. Jak na prawdziwą kobietę przystało jestem na diecie, której końca nie widać. Mam własne zdanie i nie zawaham się go wyrazić.

Może Ci się również spodoba

  • Ja też nie jestem za praniem publicznie brudów. Z niektórych postów rezygnuję od razu, bo nauczyłam się już, że choć temat fajny i bez szczegółów to znajdzie się taka osoba, która doszuka się drugiego dna. Np. post podsumowujący mieszkanie z rodzicami i teściami. Już widzę te późniejsze cytaty- i przede wszystkim ich interpretację, które nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością, ale zrujnują mi opinię. Nie, nie, nie. Teraz to już wiem, że nawet za dużo pozytywnych szczegółów z własnej, trzyosobowej rodziny nie warto wyrzucać na światło dzienne. Twój blog Aniu jest więc mistrzem. Prentingowo, ale inaczej. I nie piszę tego przez sympatię do Ciebie. Jest dziecko, ale go nie widać. Ja jak ruszę kiedyś ponownie z blogowaniem to też już nie będzie przykładów i zdjęć. No chyba, że Eweliny 😀

    • Oj nie, żaden ze mnie przykład, ale dziękuję.

      Interpretacja tego co autor chciał powiedzieć pisząc, że deszcz pada, zawsze rozkładała mnie na łopatki. Może dlatego, że nie chciało mi się doszukiwać drugiego dna, a przecież autor mógł w ten sposób wyrazić ubolewanie nad tym że żona przypaliła obiad, albo że jakaś ciotka mu dopiekła. Ale fakt, czasem jedno zdanie, może być zinterpretowane w taki sposób o jakim nawet nie myśleliśmy.

  • agnesss 25

    Ja również jestem tego zdania co ty.Blog jest czyms osobistym dla każdego ale to co tam pokazujemy powinno mieć jakies granice zdrowego rozsądku.Bloga może przeczytac każdy i wykorzystać przeciw nam rózne informacje.Ja czasami zastanawiam sie czy wogole robie dobrze,że zamieszczam zdjęcia dzieci w sieci…

    Pozdrawiam i zapraszam http://www.agnes-fotografuje.blogspot.com

  • kitty green

    😀 po tytule myslałam, że napiszesz o kasowaniu biletu w tramwaju czy autobusie /często masz przewrotne tytuły :))…….a wracając do temau….chyba każdy zadaje sobie takie pytanie…często o tym myślę ale niczego sensownego nie wymyśliłam :/ na razie piszę, bo to jest świetny pamiętnik, może kiedyś go zablokuję i dam dostęp tylko niektórym

    • Ups… nie sprostałam oczekiwaniom:-p. Choć może? W końcu oczekiwałaś czegoś innego niż znalazłaś;-p

  • Elea

    Prowadzę bloga o moim życiu…pisałam o moim trudnym dzieciństwie,
    rodzinie, teściach, ale tylko i wyłącznie anonimowo. Nie wrzucam do
    sieci zdjęć ani swoich ani tym bardziej dziecka. Nie mam konta na fb czy
    na nk, bo nie potrzebne mi to do szczęścia. Każdy decyduje za siebie,
    ale ważny temat poruszyłaś….zdecydowanie do własnego przemyślenia.
    Pozdrawiam: http://my-life-1.blog.pl/

  • Od kiedy piszę swojego bloga mam takie właśnie wątpliwości, dlatego do początku nie wrzucam zdjęć, a o najintymniejszych sprawach nie piszę wcale. Mimo to da się. Może szału nie ma, ale przynajmniej uniknę takiej historii, jaką opisałaś.

  • Paulina Kwiatkowska

    Nie wiem, ja podchodzę do tego z perspektywy osoby, która nie zamieści zdjęcia dziecka na blogu. Ale mówię to teraz, nie wiem, czy za 10 lat nie zmienię zdania. Z drugiej strony niektóre wpisy są kompromitujące dla pociechy, a niby to dla nich pisane są w większości blogi.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial