Koszyczki, Baranki i te sprawy.

 
            Jako jedyna osoba z rodziny uwielbiam Wielkanoc. Pewnie dla tego, że po Wielkanocy był okres, który w kościele katolickim uważałam za „lajtowy”. No bo Boże Narodzenie poprzedzone adwentem, wcale nie napawało mnie pozytywnie. Po pierwsze zima, po drugie niedługo po okresie Bożenarodzeniowym zaczyna się wielki post, którego nie znosiłam. Napawał mnie rozdrażnieniem i  czymś w rodzaju strachu. Ukojenie przynosiła Wielkanoc, która obwieszczała zmartwychwstanie Chrystusa , a wraz z nią zbliżająca się wiosna. Nie wiem czemu zawsze jedno z drugim łączyłam, ale zostało mi tak do dziś.

             Ostatnie 2 dni minęły pod znakiem gonitwy. Bo tyle jeszcze było do zrobienia, a czasu mało. Sałatka się chłodzi, barszczyk czeka, a placek moja pieta achillesowa siedzi sobie grzecznie w lodówce. Biszkopt oczywiście mi nie wyszedł. Pojęcia nie mam czemu, robię wszystko wg niezawodnego przepisu mojej mamy i mi nie wychodzi. W ogóle niewiele placków w tym piekarniku mi wychodzi… Nie wiem czy to jego wina, czy może to moje anty umiejętności. Jednak jakoś sobie poradziłam i jakiś tam placek jest. Dziś moje dziecię 3 raz szło świecić baranka, ale pierwszy raz świadomie. Zdjęć niestety nie mamy, tata się trochę nie wywiązał z roli fotografa, ale to nic. Ważne, że dostrzegłam w oczach syna tą iskrę szczęścia. Był zachwycony strażą przy grobie, trafiliśmy akurat na zmianę warty, co dla Kacpra było czymś bajecznym. No i fakt, że sam świecił baranka, niósł koszyczek jak duży chłopczyk. Byłam z niego bardzo dumna. Marzy mi się, aby taka radość została w nim na zawsze, aby pokochał te święta równie mocno jak ja. W trakcie przypomniało mi się jak po święceniu trzy razy okrążałam dom ze święconką. Zabieg ten miał na celu zapewnienie dobrobytu na cały rok. W niektórych domach chodziło się jeszcze w pola i wodą poświęconą w Wielką Sobotę, świeciło się pola aby był urodzaj. Szczerze brakuje mi tych tradycji, z chęcią bym do tego wróciła, ale chodzić z koszyczkiem dokoła bloku 3 razy sobie nie wyobrażam, choć syn byłby w niebo wzięty:).

                      Wszystkim zaglądającym, życzę Wesołego Alleluja, smacznego jajka, ostrego chrzaniku i mokrego dyngusa. Oczywiście mokrego, ale ciepłego, bo deszczu w ten dzień nie uznajemy.

Related Posts

This entry was posted in Ogólna.