Minusy prowadzenia bloga.

     Wszędzie trąbią o plusach, które niesie ze sobą pisanie, ale są również minusy prowadzenia bloga. Jak w  każdej dziedzinie i tu nie jest zbyt różowo, a wszystko przez to, że ludzie mają coraz większą świadomość tego czego od danego miejsca oczekują. Na początku spora większość pisze dla siebie, ale z upływem czasu, gdy czytelników przybywa zaczyna orientować się, które tematy mają wzięcie. Taki biedny bloger, chce być coraz lepszy i lepszy, w końcu sprzedaje wszystko w imię prowadzenia bloga i popada w błędne koło. Po jakimś czasie odcina kupony ze swojej pracy, ale niestety nie tylko te pozytywne, ale i te w postaci minusów. I dziś właśnie o takich negatywach będzie.

 

pencils-762555_1280

 

Minusy prowadzenia bloga.

1. Szef czuwa. A nawet jeśli szef nie czuwa, to istnieje spore prawdopodobieństwo, że nasz kolega z biura wspomni mu mimochodem, że prowadzimy bloga. No przecież został zaproszony do jego polubienia. Ale to nic,  pracownik też człowiek, po pracy może sobie robić co zechce. A no właśnie… po pracy. O ile wpisy na fb i  pojawianie się treści na blogu w łatwy sposób można wytłumaczyć, opóźnioną publikacją, dzięki możliwości ustawienia daty i godziny o której dany tekst ma się pojawić, o tyle ciężko będzie wytłumaczyć, że te odpowiedzi na komentarze, które zamieszczasz o 17:15 w godzinach pracy, również są zaplanowane z wyprzedzeniem. Bo niby jak? Telepatia?

2. Nie wiem, ale się wypowiem. Pewnie większość aspirujących ekspertów, ma tendencję do wymądrzania się. Mimo, że tak jest w każdej dziedzinie, to jednak słowo pisane zostaje na długo i ciężko się z niego wycofać. Nie mam nic przeciwko osobom, które dzielą się swoją rzetelną wiedzą, ale samozwańczy ekspert wcale nie jest żadnym autorytetem. Dodatkowo bawi mnie jak dzieciaki 17-18 letnie wypowiadają się o związkach i relacjach damsko męskich. Piszą jakby mieli co najmniej 10 letnie doświadczenie w tej dziedzinie i co najmniej kilkanaście związków na swoim koncie. Ale najważniejsze, że statystyki się zgadzają, czytających przybywa więc można się kreować na eksperta.

3. Napisz coś, a rodzina Cię rozliczy. Gdy już o blogu dowiaduje się rodzina, a może nawet i znajomi, to istnieje niebezpieczeństwo, że czytając Twoje wpisy, zaczną Cię z nich rozliczać. Wystarczy, że napiszesz ” Od dziś się odchudzam”, a możesz mieć pewność, że gdy następnego dnia, w sklepie, spojrzysz ukradkiem na batonik, ktoś z rodziny nagle wyrośnie Ci zza pleców i  oskarżycielskim tonem przypomni, że miałeś się odchudzać. Patrzenie na batonik jest równoznaczne z jego skonsumowaniem!

4. Skasuj ten wpis. Skrupulatnie piszesz o rodzinie, tym co jecie, o czym rozmawiacie, ile razy Twoje dziecko kichnęło. Piszesz o tym, że mąż nie podziękował za kanapki, które jak co rano zrobiłaś mu do pracy, a także o tym, że musicie znowu iść do tej wstrętnej ciotki, która Cię nie lubi, ale ma imieniny i nie wypada się nie pojawić. Niby nic w tym dziwnego, ale nie wówczas, gdy blog jest do wglądu publicznego i nie wtedy, gdy polubiła go połowa Twojej rodziny… Z resztą, pal licho imieniny u cioci. Co jeśli np. mężowi nie spodoba się wpis o tym, że jest niewdzięczny? Do ciotki najwyżej już więcej nie pójdziesz , przyjmując na klatę obrazę majestatu, ale męża raczej nie zignorujesz. No chyba, że w imię pisania szczerego bloga, lepiej wziąć rozwód.

5. Mówisz masz. Tu akurat sytuacja z życia wzięta. Niedawno napisałam post: Rozwód na facebooku, trochę z przekory, trochę dlatego, że tak właśnie myślę i co? Kilka dni później dostałam powiadomienie na fb, a w nim oznaczenie w wydarzeniu z życia mojego męża. Jak nic, pewnym osobom nie powinno się dawać dostępu do bloga:D.

6. Zbyt wiele szczerości. Tak naprawdę zupełnie szczerego bloga ( oczywiście jeśli pisze się o swoim życiu), można prowadzić wyłącznie anonimowo, no chyba, że łatka gderającego zrzędy, chama i prostaka, któremu nic nie pasuje i wszystkich ma w czterech literach, nie wywiera żadnego wrażenia. Opcja numer dwa, jeśli pisze się o czymkolwiek innym, należy pamiętać, że w internecie nic nie ginie i czasem coś co napiszemy może zaszkodzić nawet kilka lat później.

7. Sodówka uderza do głowy. Jest blog, są czytelnicy, co 5 minut sprawdzasz ile osób zdążyło wejść na stronę. Teraz wiesz, że to co robisz jest najlepsze i niech zazdroszczą Ci znajomi, którzy nie mieli tyle odwagi, aby chwycić byka za rogi i spełniać swoje marzenia o sławie i pieniądzach. Jeśli zaczynasz tłumaczyć ich zachowanie i próbę ostudzenia zapału jako atak i zazdrość, to możliwe, że zachłysnąłeś się własną wspaniałością, która jest, albo i jej nie ma. Każdy postrzega to inaczej.

8. Jesteś kiepskim rodzicem i partnerem. Wystarczy jedno zdjęcie frytek z Mc Donalds lub jedna wzmianka o tym jacy jesteście różni, a na 99 % pojawi się ktoś, kto na podstawie jednego zdjęcia, z którego nie wynika nic i z jednego tekstu, z którego właściwie wynika tyle ile z tego nieszczęsnego zdjęcia frytek orzeknie, że jesteście niedopasowani, a do tego jesteście okropnymi rodzicami.

Pewnie minusów jakie niesie ze sobą blogowanie, można wypisywać całą masę, ale ja jakoś skupiłam się na tych najbardziej widocznych dla mnie.

2,038 total views, 4 views today

Anna

Jestem 27 letnią mamą ośmiolatka, od niedawna również żoną. Na co dzień pracuję na etacie, a w wolnym czasie prowadzę bloga i biegam, gdy czas i pogoda pozwalają. Uwielbiam ciszę i spokój. Jak na prawdziwą kobietę przystało jestem na diecie, której końca nie widać. Mam własne zdanie i nie zawaham się go wyrazić.

Może Ci się również spodoba

  • Ja bym dodała jeszcze bycie nieustannie na ocenzurowanym przez osoby zupełnie Ci obce 🙂

    • O też, wystarczy jedno potknięcie, jedno odstępstwo od reguły, a od razu leci lawina ” tego się po tobie nie spodziewałam” i innych takich.

      • No właśnie 🙂

  • Karolajn P-c

    Ty wiesz, że ja sie w żaden punkt nie wpisuje? bloger ze mnie jak kozia dupa trąbka;p

    • Poproś męża, aby Cię oznaczył jako żonę na fb;-p. Ale że chcesz napisać, że nikt nigdy ci nie powiedział, że jesteś kiepską matką? Trzeba to naprawić:-p

      • Karolajn P-c

        nawet z tego mnie wykluczyli 😉

  • to prawda szczególnie numer 3 i 4 ja specjalnie zmieniłam bloga by go nie czytała moja siostra i się wydało na nowym blogu znów coś napisałam a ona mnie ochrzaniła bo było na jej temat byłam w szoku że ona czyta bo przecież specjalnie zmieniłam adres by nie czytała a ona mnie znalazła co za paskudna z niej ździra.. Mój blog ma ponad 13 lat. mój kochany mega staruszek czy ktoś zna bloga który ma tyle lat? nie jestem popularna i powiem szczere że lepiej. może poprostu już się z tym pogodziłam pisze naprawdę tylko dla siebie ale uważam bo czyta go moja mam, mąż i siostra wiec nie jest mi łatwo

    • I to jest właśnie to. Czasem blogerzy piszą sobie anonimowo o wszystkim, a przynajmniej myślą, że anonimowi są, a okazuje się, że to zwykła bzdura. W sieci nie ma anonimowości. Jak nie dziś to jutro, ktoś z rodziny przez przypadek wpadnie na tekst, który przypomina mu sytuację z jego życia. Po przeczytaniu większej ilości, doda dwa do dwóch i nie będzie miał, żadnych wątpliwości kto jest jego autorem.

  • o chlopcu I

    Mąż nie czyta 😉 nie zna polskiego, problem z głowy 😉

    • Haha a google translate:-p?

      • o chlopcu I

        chyba jest na to za leniwy;)

  • Dominika Mar

    Mimo, że prowadzę bloga książkowego to o jego istnieniu wie tylko znajomy [i tak nie zna adresu, wie jedynie, że robię coś takiego] i chłopak [jest niespecjalnie zainteresowany nim, bo o książkach, jedynie czasem gadamy coś o blogu]. Nie podaję nikomu adresu, ani nawet informacji, że piszę bloga, bo zaraz by było poruszenie: a to źle napisałaś, jak mogłaś użyć takiego słowa, o ja, napisałaś coś o sobie publicznie, jak można pisać recenzje, brzydko, źle i beznadziejnie, nie szkoda ci czasu na pierdoły? Nie, zdecydowanie nie mam ochoty wysłuchiwać tego. Może kiedyś, jak już zdobędę popularność 😀

    Minusem prowadzenia bloga jest trochę brak czasu. Jednak trzeba pisać regularnie, przeglądać inne blogi, komentować, żyć w blogosferze. Jeśli ma się akurat wolne dni to ok, gorzej jeśli zajęte 🙂

    http://www.read-me21.blogspot.com

    • Też długo nie mówiłam o blogu mężowi, potem wiedział, ale jakoś tak nie zaglądał. Aż w koncu zaczął czytać. Przeważnie się nie wtrąca, ale skrupulatnie wykorzystuje to co nieraz piszę i próbuje dowcipnie mi dopiec:D.

  • Haha, no ja z kolei wpisuję się prawie w każdy punkt 🙂 Cieszę się, że odnalazłam Twój blog. Kawa w ręce i lecę się z tekstami pozaznajamiać 🙂

  • AgaMamaDusi

    Ja nie lubię pisania pod publikę… tzn o, chcecie przeczytać jak poznałam się z mężem no to pyk jest pościk, teraz jak wyglądało odpieluchowanie? Dziecko pójdzie spać to napiszę. I niestety wychodzi to sztucznie.
    Dodatkowo śmieszą mnie trochę blogi nastolatek które uważają się za znawczynie mody a przy okazji bawią w rzeczy typu obserwacja za obserwację itp. Ale cóż, młodość rządzi się swoimi prawami 😉

    • Dzięki twojemu komentarzowi przypomniałam sobie, że kiedyś zaczęłam pisać post pt ” tak się poznaliśmy”, tkwi w czeluściach nieopublikowanych wpisów i hm… Raczej publikacji sie nie doczeka, lubię więcej zostawiać dla siebie, lubię poczucie niezależności i tego że nie wszystko jest jawnie publiczne. Niby to żadna tajemnica, a jednak mamy coś tylko naszego.

  • Póki co mama wrażenie, że mało kto z moich znajomych czyta mojego bloga, nie ta tematyka. 🙂 Piszę o małżeństwie (razem z mężem), a wielu moim znajomych do ślubu daleko, więc nie czytają. Rodzina o dziwo też nie zainteresowana tematem. Ja na miejscu mojej mamy i teściowej to bym śledziła każdego posta, żeby wiedzieć, jak wygląda nasze małżeństwo i co o tym myślimy, a one nie. Może i lepiej 🙂

    • Moja mama czyta bloga, raz biedna prawie zawału dostała, bo nie doczytała wpisu do konca. Od tamtej pory stwierdzam, że chyba łatwiej pisać anonimowo. Ciesz się, że wasze mamy wolą nie wiedziec co piszecie:)

  • Bardzo długo bałam sie powiedziec innym,że bloguje 😉 na początku dowiedziały się najblizsze osoby potem dalsze grono znajomych. Nie piszę bloga stricte pamietnikowego ale wiem, że mogę byc rozliczana z własnego zdania. Powoli się przełamuje i staram sie nie myśleć co pomyślą inni 🙂

  • Nas czasem dopada trójka, to znaczy nie wolno mi pisac na kluskowym blogu o sobie i macierzyństwie, mam pisać o Klusce, a jak nie, to są nieprzychylne rodziny komentarze, a dokłądniej jednego zwariowanego na punkcie małej członka. Mnie wsio rawno, główne blogi są podróżniczo-turystyczne, więc prywaty tam nie umieszczam za wiele i mam spokój. To co piszesz, to pochodna upubliczniania życia prywatnego. Zawsze trzymałam się od blogów “życiowych” z dala, parentingowy jest wyjątkiem od reguły, ale też staram się nie pisać zbyt wiele, z tych powodów, które opisujesz. Czas pracy mam na szczęście nielimitowany, czasem komputer za mnie liczy, więc mogę sobie dużo rzeczy robić w międzyczasie. Jedna z nielicznych zalet pracy typu freelance.

    • No bo Kluska z macierzyństwem nie jest związana?;-p W sumie racja dziecko kupuje się w sklepie, nie pochodzi od matki więc o macierzyństwie nie wolno pisać.

      Jako freelancer masz akurat wolne pole do popisu, rozliczają cię z tego co zrobiłaś i chyba nikogo nie interesuje w jakich godzinach to robiłaś. Ważne że efekt został osiągnięty. Ból etatowców jest taki, że masz określony czas w którym jesteś w pracy i sama wiesz… Z resztą stając na miejscu właściciela firmy, nie byłabym zadowolona gdyby mój pracownik pisał sobie na blogu komentarze i prowadził bujne życie społecznościowe, zamiast wykonywać swoje obowiązki.

      • No wiesz, jak pisze o sobie jako matce, bez opisywania dziejów dziecka to jest nie bardzo. Więc muszę szukać kompromisu. Dlatego w efekcie coraz mniej piszę, no bo ile można pisać w kółko o tym samym, życie dwulatki jest dość proste, jeśli rzadko choruje.

        I byłabym szefem idealnym, bo nie przeszkadzałby mi fejs na komputerach pracowników, o ile wyrabialiby się z robotą w terminie. Nie lubię pracować w zespole, który udaje że pracuje, byleby odsiedzieć osiem godzin i wyjść. Wolę by popracowali 4 godziny efektywnie i z zapałem, niż 8 klepiąc co bądź.

        • Jak dla mnie jedno wiąże się z drugim. Do tego stopnia, że u siebie coraz częściej skupiam się na sobie, a nie na młodym. Niby masz bloga typowo założonego pod dziecko, ale co z tego? Też miałam, ale mi się przejadło:-p. Choć tak czy inaczej pośrednio Kacpra nadal tu sporo.

  • Wampirza Matka

    Ha ha – piszę bloga w godzinach pracy mając nadzieję, że szef nie czyta i nie skuma tych godzin publikacji, komentarzy itp. Choć tłumy mnie nie odwiedzają, to jednak uwielbiam te przeskakujące cyferki na liczniku a z każdego fajnego POZYTYWNEGO komentarza cieszę się jak gupia. Fakt – wciąga to cholerstwo. I przyznam, że nawet te minusy jestem w stanie polubić. Do czasu gdy…?

    • Do czasu gdy zamiast sprawiać frajdę zaczną przeszkadzać. Oby tak się nigdy nie stało:)

  • Istnieją dwie strony medalu, najgorzej chyba z szefem i z rodziną, dlatego moja mama nie wie, że prowadzę (od 3 lat!) bloga i mam nadzieję, że szybko się nie dowie 😀 Jak miała profil na nk i dodałam nowe zdjęcie od razu do mnie dzwoniła, żeby mi je na żywo skomentować, więc przy blogu podziękuję i będę się dalej przed nią ukrywać 😀

  • Każda sytuacja niesie za sobą pozytywne i negatywne doświadczenia. Chyba wszystko zależy od nastawienia. Bądź co bądź, podpisuję się pod listą.

  • AalillaA

    Dla mnie największym minusem jest pożeranie czasu 😉

    • Oj to też, choć ja bloguję wtedy kiedy mogę. Nie siadam do pisania jak mam coś do zrobienia, czy dziecko czeka na pomoc w zadaniu.

  • Wg mnie minusem podstawowym jest to, ze jeśli chce się (w obecnych czasach) prowadzić poczytnego bloga nie można być anonimowym.

    • Można, blog: kulturawplot.pl, był przez wiele lat prowadzony anonimowo, aż do czasu kiedy wygrał Bloga Roku w 2014 roku. Aszdziennik.pl też jest anonimowy, a śledzi go około 70.000 fanów.

    • Pewien sławny bloger napisał, że trzeba wszystko firmować swoim nazwiskiem. Ludzie to łyknęli, ale prawda jest inna. Można być anonimowym i do czegoś dojść.Jest sporo innych blogów, którym dobrze się wiedzie, a ich autorzy nie piszą zbyt wiele o sobie i nie ujawniają wizerunku.

  • zamiastburzy

    Dlatego, chyba przed założeniem bloga powinniśmy zastanowić się po co nam to, dlaczego piszemy i do kogo chcemy trafić. I spisać sobie jakieś swoje zasady, swoją “Etykę blogera”. A potem po prostu się tego trzymać, albo blogowanie było przyjemnością. Dobry temat. 🙂 Pozdrawiam słonecznie! 🙂

    • Etykieta blogera, tytuł idealny i zgadzam się z Tobą w zupełności.

  • Genialny post! Wiecznie o tych pozytywach, ale negatywów też jest wiele!

  • Kaś Kasiowaty

    Świetny tekst. 🙂 Więcej nie trzeba pisać.

  • Ola

    Pisząc cokolwiek w internecie trzeba pamiętać, że trudno już być anonimowym. Jak piszę na blogu o kimś konkretnym to zanim opublikuję staram się przeczytać tekst oczami osoby opisywanej, jak ona by zareagowała. I dopiero publikuję.

    • Jeszcze gdy nie publikuje się zdjęć, to można jakoś żyć w anonimowości. Ale też coraz więcej ludzi czyta blogi i ktoś przypadkiem może trafić na swoją historię.

  • zgadzam się bardzo z tym drugim podpunktem, czytam sobie czasem jakiegoś nowego bloga, dłuuugaśna notka o np. związkach po dłuższym, coś mi nie do końca się zgadza w tekście, dochodzę do wniosku, że może mój prawie 10letni związek jest jakiś inny 😉 szukam informacji o autorze,a tam: 18 lat, od AŻ pól roku w związku 😉
    mojego bloga czyta prawie cała moja rodzina, mąż mi czasem błędy stylistyczne poprawia 😀 szefa nie mam na szczęście, urok pracy na swoim 🙂 sama siebie muszę rozliczać z tracenia czasu na inne rzeczy niż praca, ale nie jestem zbyt surowa 🙂

    • Uhm… Albo fajny wpis, a pod koniec kilka pikantnych stwierdzeń o seksie. Niby nic, ale zaczynam się zastanawiać ile autor ma lat, że tak odważnie i pewnie pisze. Wchodzę w zakładkę o mnie i szczęka mi opada… Nawet jeśli to nieprawda, to niesmak pozostaje.

  • Święta prawda w każdym z wymienionych punktów. Zwłaszcza o eksperctwie. Dlatego staram się pisać subiektywnie. Nie wstydzę się też, że robię zbyt duże skróty myślowe, które muszę tłumaczyć w komentarzach czy po kilku miesiącach dorastam do zmiany zdania. Człowiek musi przecież ewoluować 😉

  • true story, że tak powiem 🙂

  • Ile ja się nasłuchałam od brzydszej części mojej rodziny, że mam coś tam skasować… Napisałam niedawno o foodsharing, a potem znalazłam coś zgniłego w lodówce i musiałam to wyrzucić do kosza. Taka ze mnie hipokrytka.

  • O tak, rodzina, rodzina… Strasznie mnie wkurza, że przy okazji każdego spotkania rodzinnego śmieją się z mojego minimalizmu, a przecież ja nie śmieję się z ich manii zbieractwa. Na razie jeszcze nikt mnie nie rozliczał z ilości posiadanych rzeczy no i nie mam szefa (nie licząc dziewięciomiesięcznej “szefowej”), więc mogę sobie publikować kiedy chcę 😉

  • Mamapediatra.blog.pl

    Mój ulubiony to numer 8 😉

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial