Mrożące krew w żyłach historie z życia matki.

     Za mną 8 lat z moim pierworodnym. W tym czasie wydarzyło się kilka sytuacji, które zmroziły mi krew w żyłach. Co najdziwniejsze, zatrważająca większość wydarzyła się w ciągu dosłownej sekundy, w której to nie zdołałam nawet zareagować, choć stałam blisko. To dziwne, bo zawsze nieszczęścia, o których słyszałam przydarzały się rodzicom, którzy tylko na chwilę wyszli do toalety, albo do kuchni. Tymczasem ja, jako ten największy wyjątek miałam szczęście i nieszczęście obserwować zapędy destrukcyjne mojego dziecka.


Podczas gdy większość rodziców wspomina, że dziecko sturlało im się z łóżka i uderzyło główką o ziemię, mnie przed oczy powraca obraz półrocznego młodego, który uparcie ćwiczył siedzenie. Całkiem nieźle mu szło, aż do momentu, w którym dojrzał swoje skarpetki w ślimaki i postanowił je sobie ściągnąć. Tak się zaparł, że właściwie w jednej chwili poradził sobie ze skarpetą i zachwiał się uderzając tyłem główki o parkiet. Niby takie nic, a płaczu było tyle, że ho ho. I ja prawie zawału dostałam, bo zadudniło tak, jakby spadł z porządnej wysokości.

Tuż przed pierwszymi urodzinami młode zaczęło dreptać samo. Szło mu naprawdę nieźle, choć i tak więcej raczkował. Ale gdy tak raz wstał i zaczynał swój bieg, pomyślałam sobie, że kiepsko by było gdyby nabił sobie śliwę, tuż przed własnym roczkiem. I gdy tylko o tym pomyślałam, młode zawadziło o dywan i wleciało w drzwi. Śliwa przy zdartym nosie i policzku to byłby pryszcz. Niestety, na własnym roczku syn mój wystąpił jak ten obdarty oprych, choć na szczęście żywy oprych.

Wychodząc z pokoju kątem oka dostrzegłam otworzone okno. Krótka analiza tego co robił młody i że nie będzie mnie maks minutkę spowodowały, że najpierw machnęłam na to okno ręką, a potem  wróciłam aby je zamknąć. Nic nie mogło się stać bo Kacper zajęty był plasteliną, ale jednak coś mi podpowiadało, że lepiej zamknąć to okno. Wracając z kuchni po mniej niż minucie, zobaczyłam jak 2 letni Kacper, przysunął sobie do parapetu nocnik, z którego praktycznie wczołgał się na parapet i trzymał za klamkę wcześniej otwartego okna. Ciśnienie poszybowało do góry w jednej chwili tym bardziej, że mieszkam na 3 piętrze i zwizualizowałam sobie co mogło się stać.

Kolejna sytuacja, o której często wspominam, to trzecie urodziny Kacpra, na które dostał rowerek i wsiadł na niego bez kasku. Po kilku próbach jazdy, przypomniałam sobie, że jednak pasowałoby go wystroić w kask. Po kilku sekundach jazdy, boczne kółko wpadło w dziurę i Kacper kaskiem uderzył w krawężnik. Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby tego kasku na jego głowie nie było.

Zjedzona szklanka na weselu też zostanie zaliczona na poczet mrożących krwi w żyłach chwil. Chyba tylko ostatkiem sił zdołałam zachować spokój i wyjęłam z budzi 4 letniemu Kacprowi, odgryzione kawałki szklanki. Do tej pory zastanawiam się, jakim cudem nie doszło do rozlewu krwi.

Z obcasa w twarz młody również dostał. Właściwie dzień po tym jak zjadł szklankę, więc może miał po prostu jakiś gorszy dzień, a ja miałam jakieś zaćmienie w przewidywaniu niebezpieczeństw. Choć zazwyczaj jakieś nieszczęście przewiduję nawet wtedy, gdy nigdy się nie zdarza.

I chyba ostatnie wspomnienie, które i młodemu zmroziło krew w żyłach, albo jak on to powiedział „ Mamo, całe życie mi przeleciało przed oczami”. Zwykłe przejście dla pieszych, z którego już schodziliśmy. Kiepska pogoda i człowiek, któremu ewidentnie się spieszyło. Kątem oka zobaczyłam niebezpiecznie szybko zbliżające się auto i pchnęłam młodego na chodnik. Chyba nawet trochę za mocno, ale to tak odruchowo. Samochód zatrzymał się jakieś pół metra ode mnie, ale z szoku nie mogłam wyjść przez dobre kilka minut.

Strasznych chwil było oczywiście o wiele więcej, ale ja wybrałam takie, które wryły się w moją pamięć najbardziej. Zastanawiam się czy Wy też macie za sobą jakieś mrożące krew w żyłach wspomnienia, które bezpośrednio dotyczą waszych pociech?

328 total views, 4 views today

Anna

Jestem 27 letnią mamą ośmiolatka, od niedawna również żoną. Na co dzień pracuję na etacie, a w wolnym czasie prowadzę bloga i biegam, gdy czas i pogoda pozwalają. Uwielbiam ciszę i spokój. Jak na prawdziwą kobietę przystało jestem na diecie, której końca nie widać. Mam własne zdanie i nie zawaham się go wyrazić.

Może Ci się również spodoba

  • Mój młody też ma na sumieniu szklankę… i wiele innych przygód, które prawie skończyły się moim zawałem.

  • Co by się stało bez kasku? Nic. Moja już spadła kilka razy z roweru, przeżyła. Kiedy dzieci nie mają na głowach kasku, jeżdżą i upadają ostrożniej, bo wiedzą, że je zaboli. Dlatego młoda jeździ bez kasku. Czasem ma guza tu czy tam, wszystko.

    • Nie wiadomo co by było gdyby, ale sam fakt że się wtedy poobijał sprawił, że był bardzo uważny, a w kasku czuł się bezpieczniej. Chyba wiele zależy od dziecka, bo Kacper przestał jeździć ostrożnie dopiero po 7 urodzinach, gdzie częściej jezdzi bez kasku. Kask dostaje tylko na rodzinne wycieczki rowerowe. Ale też jeździ lepiej więc wywrotki o ile są to kończą się na lekkich zadrapaniach czy siniakach.

    • Kasia

      Jesteś pewna, że nic? Moja siostra jest pielęgniarką w szpitalu dziecięcym. Rok temu zmarł u nich chłopiec (ok 6-9 lat) – wyszedł tylko koło domu pojeździć rowerem – uderzył o krawężnik głową – z zewnątrz prawie nie było śladu uderzenia. Zmarł po paru godzinach… Ojciez z rozpaczy wybił pięścią dziurę w ścianie w szpitalu. A wystarczyłby kask… dzieko może upaść 20 razy i nic się nie wydarzy – ale za 21 może byc inaczej.

  • no jak bym ja zazeła wypisywać wpadki moich synków ach było by dopiero katastroficznie ale spokojnie cała 3-ka ma się dobrze 😀

  • Podobno jak miałyśmy chyba 8 miesięcy to w nocy jedna przeszła do łóżeczka drugiej i rodzice zastali jedno łóżko puste 🙂 Dodatkowo podobno chodziłyśmy po ławach i parapetach, ale jakoś tego nie pamiętamy 😛

Close
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial