Bliscy, którzy odeszli.

Pierwszy raz ze śmiercią spotkałam się gdy miałam 5 lat. Umarła wtedy moja prababcia, której nie do końca rozumiałam z racji wieku i choroby, jednak szczerze lubiłam. Śmierć tej miłej staruszki nie zrobiła na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia, chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę, z tego co to oznacza i gdy patrzyłam sobie na śpiącą w trumnie babcię, to przyjmowałam ten fakt za zupełnie naturalny. Dopiero gdy wieko trumny się zamknęło, poczułam żal i smutek. Wieść głosi, że na cmentarzu tak płakałam, że nie można mnie było uspokoić. Ja jednak pamiętam pogrzeb jedynie do momentu w którym mój tata pokazywał mi prababcię, a ja nie bojąc się niczego patrzyłam na nią i tyle.

Ludzie przychodzą i odchodzą.

Kolejne osoby, które odchodziły nie wpływały na mnie jakoś szczególnie. Wprawiały mnie w lekką melancholię i zadumę, jednak jedynie ci najbliżsi sprawiali, że zastanawiałam się jakim cudem świat nadal istnieje, a ludzie normalnie chodzą do pracy. Najdziwniejsze chyba po stracie bliskich osób jest to, że sąsiedzi, koledzy, znajomi nadal mają swoje sprawy, chodzą do pracy, do szkoły, robią zakupy i zastanawiają się, czy zdążą na pociąg, a my wpadamy w jakąś czarną rozpacz, która wydaje się nie mieć końca. Drażni nas każdy uśmiech obcych ludzi, każda kolorowa rzecz, pytania o zwykłe przyziemne rzeczy. To wszystko jest niczym w porównaniu do tego, co siedzi w naszej duszy.

Jest życie po życiu.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć tego, że gdy czyjeś życie się kończy innych nadal płynie. Podczas gdy ja byłam końcowym rozdziałem w księdze życia bliskich, ten zmarły był dla mnie początkiem. Zadziwiające jak to wszystko się łączy, zazębia i na końcu zupełnie się rozdziela tworząc podobne, ale zupełnie różne historie. Żegnamy zmarłych bez, których nie wyrażamy sobie życia, choć mimo wszystko to życie toczymy dalej starając się pamiętać i nie zapominać. Czuję żal, że nie poznałam tylu wspaniałych ludzi, którzy umarli jeszcze zanim byłam w stanie ich zapamiętać. Czuję też żal, że w podobnej sytuacji jest moje dziecko, które nie poznało jednej prababci i dziadka. Jednocześnie jestem wdzięczna, że w jego życiu pojawiła się aż trójka pradziadków, których ma okazję zapamiętać i których bardzo lubi, choć o jednym może już tylko pamiętać i zapalić znicz na jego grobie.

Wszystkich Świętych.

Coraz częściej zastanawiam się jak machinalnie podchodziłam do tego święta, skupiając się jedynie na kwiatach i zniczach. Tak jakby to one były kwintesencją całego zamieszania. Okazała wiązanka, pięknie opakowana świeczka paląca się wraz z innymi. Cudowny blask w ciemną i zimną noc. I tylko ta myśl, że ten blask coraz częściej świeci tym, których znałam i kochałam. Takie to dziwne, że kiedyś po prostu spędzaliśmy razem czas, wygłupialiśmy się i zaśmiewaliśmy się do łez, a teraz kolejny już raz mogę tylko zapalić znicz na grobie, w skupieniu się pomodlić i pamiętać, bo tylko wspomnienia pozostały.

(Visited 55 times, 1 visits today)

Anna

Jestem 27 letnią mamą ośmiolatka, od niedawna również żoną. Na co dzień pracuję na etacie, a w wolnym czasie prowadzę bloga i biegam, gdy czas i pogoda pozwalają. Uwielbiam ciszę i spokój. Jak na prawdziwą kobietę przystało jestem na diecie, której końca nie widać. Mam własne zdanie i nie zawaham się go wyrazić.

Może Ci się również spodoba

  • U mnie było podobnie… Jako dziecko zdażało mi się bywać na pogrzebach ale nie płakałam i nie zostawało to w mej pamięci. Potem jako nastolatka trochę inaczej już podchodziłam czy do samego pogrzebu czy odwiedzin na grobach ale to zawsze byli ludzie z dalszej rodziny albo ze wsi. No ale teraz… W ostatnich 5 latach zmarł mój tata, babcia i brat… Ta stawiana znicz zawsze ma łze na sobie.

  • Ostatni pogrzeb w rodzinie miałam 11 lat temu – pożegnałam dziadka, który z nami mieszkał. Generalnie od śmierci mojego ojca nie lubię cmentarzy, a za zmarłych wolę się pomodlić we własnym domu. W tym roku po raz pierwszy nie będzie nas na grobach 01.11 i o ile jeszcze tydzień temu nie miałam z tym problemu, o tyle teraz jest mi coraz ciężej 🙁

  • Pamiętam pogrzeb prababci, gdy miałam 12 lat. Przeżywałam odejście świadomie, ale rodzina zakazała surowo dzieciom pokazywanie trupa i widziałam ją tak naprawdę ostatni raz żywą. I może dobrze, bo ja wrażliwa z natury jestem. Następne rodzinne pogrzeby wyglądały podobnie, a potem zaczęła się moda na kremacje, więc tylko chowaliśmy trumny. Na pogrzebie ojca nie byłam, bo nie chciałam widzieć jego matki, jeszcze by mi nerwy puściły i bym jej nagadała. Na jej pogrzebie zresztą też nie byłam, choć parę lat później odwiedziłam ich grób. Ostatni raz byłam na pogrzebie wuja i się spłakałam, bo to był cudowny człowiek. Wolę bywać na cmentarzach z pochowanymi ludźmi niż ich żegnać.

  • Dla nas najważniejsze we Wszystkich Świętych nie są okazałe wiązanki, na które rodzina musi się wykosztować, ale właśnie chwila zadumy i wspomnienia tych, których już ciałem nie ma wśród nas, ale nadal żyją w naszych wspomnieniach.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial